Jaki plan na rok 2019?

volvo 740 kombi w czarnym macie stoi przy pustej wąskiej drodze. wokół widać zieleń i niewielkie drzewa i krzewy

Myślę, że już możemy spokojnie zdradzić jaki jest wstępny pomysł na tegoroczną wyprawę! Ale zanim do tego przejdę…

Każda nasza wyprawa do tej pory dawała nam nie tylko ogromną satysfakcje, wiele pozytywnych emocji, wyjątkowe wspomnienia, ale też poczucie wolności. Co prawda były mocno ograniczone czasowo, bo trwały zaledwie dwa tygodnie, ale w tym czasie po prostu jechaliśmy przed siebie, nie do końca wiedząc gdzie dojedziemy, co po drodze zobaczymy i gdzie spędzimy noc. Kiedy nudziła nam się jazda autostradami, a było to zawsze wyjątkowo szybko, zjeżdżaliśmy przy najbliższym zjeździe, skręcaliśmy w mniejsze drogi i poznawaliśmy Skandynawię nie od tej strony, jaka jest pokazywana w przewodnikach, a od dużo lepszej. Być może są jakieś wyjątki, ale zazwyczaj w przewodnikach znajdzie się opis dużych miast, typowe atrakcje turystyczne, miejsca bardzo często odwiedzane przez turystów, co w sumie jest naturalne. Mimo, że kilka mamy, to chyba nie zdarzyło nam się bardzo wnikliwie analizować ich treść i w zupełnie inny sposób wybieraliśmy miejsca, które chcemy zobaczyć i cele naszych podróży.

Myślę, że ludzie, którzy za cel wyprawy obierają północ, są specyficzni. Jestem świadoma tego co napisałam! Nie mam nic negatywnego na myśli 🙂 Nie każdy będzie zachwycony, tym, że może jechać głównymi drogami przez lasy w Finlandii i nikogo nie spotkać przez dłuższy czas. Nie każdemu spodoba się pogoda w Skandynawii, która potrafi zmusić do założenia ciepłej bluzy, mimo, że chwile wcześniej latało się w krótkich spodenkach, jadąc coraz bardziej na północ. Nie każdy też lubi śnieg w środku lata, ale będąc w górach chyba można się go trochę spodziewać. Oczywiście można chcieć zobaczyć największe miasta i  na tym zakończyć swoją podróż. Nie ma nic w tym złego. Tak samo rozumiem ludzi, którzy siadają ze stertą przewodników i wertują je godzinami, żeby wybrać atrakcje, które chcą zobaczyć. Może gdybyśmy tak robili od samego początku, to zobaczylibyśmy więcej, bo może przejeżdzaliśmy nieświadomie obok wyjątkowych miejsc, o których nie wiedzieliśmy. Poznając w czasie naszych wypraw ludzi z różnych zakątków świata, to co na pewno ich łączy, to miłość do natury.

W tym roku wyprawa będzie wyjątkowa z wielu różnych powodów! Postanowiliśmy spróbować czegoś innego, niż robiliśmy do tej pory. Będzie to zdecydowanie większe wyzwanie logistyczne, ale chcemy spróbować i zobaczyć, jak bedzie. Mamy nadzieję, że spodoba się nie tylko nam, ale i innym. Innym, bo będzie łącznie aż 8 osób!

W poprzednich latach zastanawialiśmyt się też nad pojechaniem w więcej osób, ale to były bardziej przemyślenia, niż konkretne plany i działania w tym kierunku. Tym razem zebrała się duża ekipa i mam nadzieję, że wszyscy wrócimy tak samo zadowoleni, jak zachwyceni jesteśmy teraz 😉 Wyzwanie logistyczne jest spowodowane nie tylko ilością osób uczestniczących w wyprawie, ale także tym, że będzie trzeba zdecydowanie bardziej czujnym być w kwestii dostępności miejsc, w których będziemy się zatrzymywać, bo będą aż 4 osoby na wózkach! Ponownie 2 tygodnie i ogromna ilość kilometrów do przejchania. Czas wstępnych planów i pomysłów na trasę już za nami, co ułatwiło oszacowanie niezbędnych kosztów, ale o tym następnym razem.

49769299_1083484782060620_7171057279221891072_n

Trzymajcie za nas kciuki!

Reklamy

Zmiany są trudne, ale możliwe

Niektóre zmiany są też nieodwracalne. Pytanie tylko, czy do wszystkiego chcemy wracać?uśmiechnięta kobieta na tle opery w Sydney

Osoby, które śledzą Kulawą Wyprawę na facebooku, wiedzą, że gram w rugby na wózkach. I to dużo. Przynajmniej takie mam wrażenie. Gram w Warszawskim Stowarzyszeniu Rugby na Wózkach Four Kings (od początku jestem za zmianą nazwy na Four Kings One Queen, ale jakoś nie dają się przekonać), rok temu zaczęłam grać w Niemczech, w jednej drużynie, a teraz będę grać w innej, z Hamburga. Dwa ostatnie lata też grałam w Reprezentacji Polski w Rugby na Wózkach. Większość wyjazdów w ostatnich dwóch latach, to zgrupowania i turnieje. Był nawet okres, kiedy byłam prawie dwa tygodnie w miesiącu na wyjazdach. I tak przez kilka miesięcy… Było dość łatwo mi się do tego przyzwyczaić, bo lubię, jak się dużo dzieję, jak jednego dnia jestem w Warszawie, następnego w Poznaniu, a trzy dni później w czeskiej Pradze. Niestety też inne obszary mojego życia dość mocno na tym ucierpiały, więc musiałam się zastanowić co dalej.

czarnobiałe zdjecie - mżeczyzna i kobioeta na bardzo obudowanych wózkach do rugby na wózkach. On pbróbuje jej wybić piłkę z kolan, a ona skupiona jest na obcerwowaniu piłki i t jednocześnie pilnowaniu, żeby przeciwnik jej nie wybił
Mazovia Cup 2018

Po Mistrzostwach Świata w Sydney w 2018 roku dostałam pół roku przerwy od kadry na regenerację. Dalej grałam w warszawskich klubie i jeździłam na zgrupowania do Danii z niemiecką drużyną, więc zdecydowanie nie obijałam się. Nadrabiałam wiele zaległości, które gdzieś tam z różnych powodów powstały.

czarnobiałe zdjecie - mężczyzna i kobieta na bardzo obudowanych wózkach do rugby na wózkach. tyłem stoi trzeci drugi mężczyzna na wózku do rugby z przeciwnej drużyny. Częsciowo jego wózek jest w powietrzu, stoi na jednym kole, bardzo bl;iko stoi kobieta, która jest skupiona na piłce i chce są zabrać przeciwnikowi.
Mazovia Cup 2018

Zaczęłam myśleć o tym co robię w życiu, co kocham, a co sprawia mi najwięcej przyjemności, a co najmniej, co zabiera mi najwięcej czasu, czy z czegoś jestem w stanie zrezygnować. Nie lubię zmian, bo często nie są łatwe, ale czasami są potrzebne i  przede wszystkim są możliwe. Zauważyłam jedną podstawową rzecz w czasie przerwy na regenerację – nie zatęskniłam. Musiałam coś zmienić, więc postanowiłam zrezygnować z grania w Reprezentacji Polski w Rugby na Wózkach.

Osoby, które uprawiają sport z ogromną pasją, miłością, oddają się jemu w całości i jednocześnie mają możliwość grania z godłem na piersi, wiedzą jakie można odczuwać emocje, kiedy pierwszy raz usłyszy się hymn narodowy przed meczem, kiedy kibice krzyczą „Polska, Polska, Polska!”. Ciężko jest z tego zrezygnować i to bardzo.

czarnobiałe zdjecie - mżeczyzna i kobioeta na bardzo obudowanych wózkach do rugby na wózkach. On wkłada bardzo dużo siły w to, żeby się wyrwać i chronić piłkę. ona skupiona jest na obcerwowaniu piłki i trzymaniu przeciwnika
Mazovia Cup 2018

Nie rezygnuję z rugby, z grania w obu klubach, ale musiałam ograniczyć wyjazdy rezygnując z kadry. Trzymam cały czas kciuki za RP  i mam nadzieję, że szybko znajdzie się nowa zawodniczka, która porozstawia ich po kątach 😉 ja nawet nie próbowałam 😛

 

Kto wierzy, że Mikołaj istnieje?

My wierzymy! Ciężko by było nie wierzyć, skoro się z nim spotkaliśmy i nawet mamy z nim zdjęcie 😉

Mikołak w czerwonym ubraniu, fartuchem i w dużych czarnych butach, z brodą do pasa obejmuje Rafała, który siedzy na stołku i Izę, która siedzi na wózku. Wszyscy się uśmiechają.

Wioska Mikołaja może się wydawać miejsce, gdzie bawią się tylko dzieci, ale nie dla nas. Z resztą większość napotkanych tam osób, to dorośli! Klimat tego miejsca zdecydowanie się udziela wszystkim.

Fotościanka przedstawiająca Rafała jako żonę Mikołaja i Izę jako reniferaBędąc w tym miejscu ciężko jest zachować powagę, a dziecko budzi się w większości osób, dlatego nie trudno zauważyć, że w naszym przypadku też tak było.

Życzymy Wam, tak po prostu, na co dzień, a nie od święta, żeby mieć w sobie dziecięcy entuzjazm i radość! Żeby każdy z nas raz na jakiś czas potrafił dać się ponieść tym cudownym emocjom, który towarzyszyły nam,  kiedy byliśmy w wiosce Mikołaja!

Takie chwile warto wspominać

Założenie bloga zmotywowało mnie do odnalezienia pamiątek z pierwszego wyjazdu. Pamięć mam słabą, więc czasami miło jest usiąść, obejrzeć zdjęcia z wypraw i wszystko inne co się z nich przywiozło. Przypomnieć sobie te momenty, piękne chwile, kiedy byliśmy w trasie, jeszcze nie mając bladego pojęcia jak to będzie wyglądało.

Najlepsze jest to, że nawet przez głowę mi nie przeszło, że coś może pójść nie tak. Jak Volvo strzeli focha, co się zdarza przy 25-letnich autach, to najwyżej pójdziemy do najbliższego domu i poprosimy o pomoc. Takie były założenia. Mimo fochów auta, radziliśmy sobie sami i obecnie wcale nie jestem przekonana, czy tak łatwo by było, gdyby foch był większy. Foch, bo jak wiedzą właściciele tych samochodów, one się nie psują, co najwyżej strzelają fochy!

Jestem dość wysoka, ale też nie pomyślałam, że może być niewygodnie spać w aucie, chociaż nigdy wcześniej tego nie robiłam. Co prawda mieliśmy za pierwszy razem ze sobą namiot, ale ani razu go nie rozłożyliśmy. W samochodzie jest trochę twardo, mało miejsca, ale wszystko pod ręką i z oknami na okolicę, więc czego chcieć więcej.

Nie wiedzieliśmy jakie tak naprawdę będą koszty wyjazdu. Mimo sprawdzania cen paliwa i jedzenia w Skandynawii, założenia ile mniej więcej będzie nas podróż wyniesie, byliśmy bardzo oszczędni. Oczywiście nie pamiętam ile wydaliśmy w czasie pierwszej wyprawy, ani każdej kolejnej, ale na pewno największym kosztem zawsze jest paliwo.

16381_552389978196097_3987282015457582485_n

Nie założyliśmy też co będzie naszym celem, wiedzieliśmy tylko, w którym kierunku jedziemy – na północ! W trakcie wyprawy postanowiliśmy odwiedzić znajomych w Oslo. Mając tylko nazwę knajpy, w której pracowali, nie chcąc zużywać transmisji danych w telefonie, posługiwaliśmy się tylko papierową mapą, co okazało się ogromnym wyzwaniem, kiedy droga była pocięta na kawałki, a numeracja budynków wcale nie była tak logiczna. W końcu udało się, ale też nie wiedzieliśmy, że w Oslo latem wiele miejsc jest zamykanych ze względu na dużo mniejszą ilość klientów. Nie ma tłumów.  Mieszkańcy najczęściej wyjeżdżają do domków letniskowych. Co prawda podatki są bardzo wysokie, ale pracując i mieszkając tam można spokojnie żyć, a ludzie są szczęśliwi i często całe wakacje spędzają mając kontakt z naturą.

Usiedliśmy przy jakiejś knajpie, gdzie zastanawialiśmy się co dalej zrobić. Trochę już rezygnowaliśmy z robienia niespodzianki i odnalezienia znajomych. Zapytaliśmy dziewczynę, która tam pracowała, gdzie dokładnie jest miejsce, którego szukamy i bardzo w skrócie opowiedzieliśmy co i kto nas tu sprowadza. Nie uwierzycie, jakie było nasze zdziwienie, jak się okazało, że to jest przyjaciółka naszej znajomej. Udało się wreszcie spotkać i zostaliśmy w Oslo na noc, mimo, że chcieliśmy tylko wypić wspólnie kawę i wracać w stronę Szwecji.

1920246_831462700219674_5616749902633938172_n

Skandynawia większości ludzi kojarzy się z mrozami, a my trafiliśmy na temperatury powyżej 30 stopni! Brak klimatyzacji w samochodzie zdecydowanie nie ułatwiaj podróży, ale przy otwartych oknach, z wiatrem we włosach, dużej ilości wody, można było jechać dalej.

Chyba nawet przez chwilę przed podróżą na północ nie martwiłam się np.: „Jak ja sobie poradzę, przecież jestem na wózku?!” Takich myśli w ogóle nie miałam i raczej dalej nie miewam. Wychodzę z założenia, że mogę w życiu robić wszystko, tylko czasem w trochę inny sposób. Mam wspaniałego i silnego męża, który już tydzień po naszej pierwszej randce nosił mnie na rękach po plaży! Do tej pory to praktykujemy. Szukam w każdej sytuacji pozytywnych stron i możliwych rozwiązań, więc jeżeli z czymś nie mogę sama sobie poradzić, to używam uśmiechu i proszę o pomoc. Zdecydowanie to ułatwia życie!

Wspominając to wszystko najchętniej za chwilę wsiedlibyśmy do samochodu i ruszyli na północ, ale jeszcze chwilę musimy poczekać 🙂

W 2014 roku pierwszy raz pojechaliśmy na północ…

Minęło już kilka lat od tamtego czasu, trochę już zwiedziliśmy i sporo się zmieniło, więc postanowiliśmy założyć bloga i zacząć nie tylko pisać o samych wyprawach i momentach kiedy już jesteśmy w drodze, ale też o przygotowaniach. W pierwszym roku dzieliliśmy się naszą wyprawą na prywatnych profilach na facebooku, rok później założyliśmy fanpage Kulawa Wyprawa.

W tym roku czeka nas spore wyzwanie logistyczne i trochę więcej przygotowań, ale jeszcze nie zdradzimy szczegółów 🙂

Skąd pomysł na podróżowanie?

Bo to kochamy! Chyba nic więcej nie trzeba tłumaczyć 😛 Wcześniej nasze wyjazdy ograniczały się do kilkuset kilometrów od domu. Wiele lat temu jeździłam do Niemiec, byłam w Anglii, na Słowacji, ale zdecydowanie nie nazwałabym tego wyprawami. Kiedy poznaliśmy się z Rafałem zaczęliśmy myśleć o wyjazdach, marzyć, powoli planować. Rafał kupował powoli rzeczy, które będą przydatne w czasie wyjazdów. Ja szłam bardziej na żywioł, więc pewnie pierwszego dnia, będąc po środku niczego, zorientowałabym się, że nie mam jak zagotować wody i w czym wypić kawy, więc tworzymy zgrany duet. Wsiadaliśmy za kierownicę naszego wiekowego volvo i ruszaliśmy na północ, nie wiedząc dokładnie, jak będzie wyglądać trasa, gdzie się zatrzymamy, ale byliśmy gotowi na wiele możliwości. Obecnie staramy się spędzić więcej czasu w trasie, podróżując, zwiedzając, będąc w miejscach, o których wcześniej nie myśleliśmy i nigdy nie przypuszczaliśmy, że kiedykolwiek zobaczymy.

Skąd nazwa Kulawa Wyprawa? Odpowiedź jest bardzo prosta!

Poruszam się na wózku, ale mój mąż Rafał jest chodziakiem.

Wielu osobom wydaje się, że osoba z niepełnosprawnością niewiele może zrobić, a podróżowanie co najwyżej może się ograniczać do spędzenia czasu na turnusie w Ciechocinku. Jestem przykładem na to, że to nie prawda. Jeżeli miłość do podróżowania ma się we krwi, to nie można walczyć ze swoim przeznaczeniem, tylko realizować marzenia!

Bardzo zwracam uwagę na dostępność miejsc, w których przebywam. Oczywiście też ze względu na to, że im bardziej dostosowane miejsce, tym lepiej spędza mi się czas, ale też jest to trochę takie zboczenie zawodowe, bo jestem założycielką i prezeską Fundacji Kulawa Warszawa. Lubię się dzielić tym wszystkim co zobaczę, rozwiązaniami, które są stosowane w innych miastach i krajach. Próbuję przekonać, że warto korzystać z rzeczy, które zostały wynalezione. Przecież to logiczne, że nie będziemy wynajdować koła na nowo.

Oboje kochamy Skandynawię, więc rozmawiając z nami o tym regionie, każdy będzie mieć pewność, że mamy bzika na tym punkcie!